Autor Wątek: Tajemnice Queensdale  (Przeczytany 5 razy)

Grudzień 31, 2019, 08:51:39 pm
Przeczytany 5 razy

Xar

  • Xar.6279
  • *
  • Information
  • Kandydat
  • Lider
  • Wiadomości: 8547
Mieszkańcy obrzeży Boskiej Przystani nie trapili się problemami, które męczyły miastowych, gdyż mieli swoje własne. Uprawa zboża, warzyw i owoców była ciężką pracą, acz wielu nie wyobrażało sobie robienia czegoś innego. Czasem oczywiście zdarzały się najazdy centaurów, czy innych szkodników, jednak wieśniacy zawsze wiedzieli, że mogą liczyć na wojowników, czy strażników, którzy ochronią ich domostwa i pola. A i zawsze byli skorzy do wynagrodzenia tychże trudów, dając dużo jedzenia, oferując nocleg, a i czasem sypiąc złotem. Jednak w ostatnim czasie w Queensdale działy się dziwne rzeczy, wieśniacy twierdzą, ze w okolicy pojawiła się niebezpieczna grupa, która podpala ich dobytek i odprawia jakieś tajemnicze rytuały. Na niektórych budynkach dało się zauważyć narysowane krwią bydła znaki, a i sami mieszkańcy boją się, że może dojść do gorszych czynów i któregoś dnia zostanie porwane któreś z ich dzieci. Strażnicy patrolujący okolice okazali się być bezsilni, ale do ich uszu doszły informacje o gildii zwanej Leth mori Aiwe i nie czekając zdecydowali się wysłać list z prośbą o przybycie i zbadanie sprawy.


***

Nie czekając zjawiliśmy się przed domem jednego z wieśniaków, który oprowadził nas po swojej posiadłości i pokazał szkody wyrządzone przez nieznanych sprawców. Widząc to wszystko, podjęliśmy decyzję, iż musimy coś z tym zrobić, acz kiedy mieliśmy wyruszać na poszukiwania śladów- przybiegł kolejny mieszkaniec wsi. Człek wołał wniebogłosy, był spanikowany - wnet dowiedzieliśmy się, że jego posiadłość również została spalona, a na krowach i świniach pojawiły się znaki - prawdopodobnie magiczne. Nasza grupa została zmuszona do podzielenia się, część osób ruszyła na poszukiwania śladów po złoczyńcach, a reszta zobaczyć drugą spaloną posiadłość i przy okazji zbadać tajemnicze znaki, którymi zostały naznaczone zwierzęta. Jednej z grup Leth mori Aiwe udało się odnaleźć rannego, a kiedy mu pomogli, ten wyjawił, iż tajemnicza grupa planuje zrobić coś strasznego w miasteczku "Shire of Beetletun", gdzie powinni czym prędzej wyruszyć. W tym samym czasie druga grupa badała zwierzęta naznaczone magią, jednak jakie było jej zaskoczenie, kiedy przy posiadłości farmera dostrzegli kręcącego się tam złoczyńce, którego dość szybko dorwali. Ten śmiejąc się wyjawił, iż działają zbyt wolno, ponieważ jego przyjaciele już dawno zajęli się odprawieniem rytuału w "Shire of Beetletun", a ich czarna magia niebawem zacznie działać. Po tych słowach nekromanta zniknął... Grupa nie czekając ruszyła do wcześniej wspomnianego miasta, by w jakikolwiek sposób udaremnić plan bandytom, a kiedy znalazła się na miejscu, spotkała tam członków Leth mori Aiwe, z którymi rozdzieliła się na samym początku.


***

Razem zajęliśmy się oczyszczaniem miasta z czarnej magii, a kiedy wydawało się, że to byłoby na tyle - w miasteczku pojawił się nekromanta, który nie wyglądał na zadowolonego - zbulwersowany tym, iż nasza gildia po części udaremniła ich plan, zdecydował się wbrew naszej woli teleportować nas do miejsca, w którym przebywał szef ich szajki. Na miejscu potrzebowaliśmy chwilę, by dojść do siebie po zmianie otoczenia, ale wróg nie czekał aż zadamy pytania - wnet zaczął rzucać w nas czarami. Było nas jednak zbyt wielu, po krótkiej chwili wiedział, że nie ma z nami szans i nie chcąc się poddać, skoczył z wysokich murów fortu... Zniknął. Tutaj zakończyła się nasza przygoda, nie mogliśmy zrobić nic więcej, acz mamy przeczucie, że nie jest to koniec i za jakiś czas znowu o owych bandytach usłyszymy. Chcąc nie chcąc nie udało nam się dorwać ich wszystkich, a i tak naprawdę nie odkryliśmy co ów złoczyńcy tak naprawdę chcieli osiągnąć.


There are no comments for this topic. Do you want to be the first?