Autor Wątek: Nessereth  (Przeczytany 7 razy)

Grudzień 31, 2019, 08:55:46 pm
Przeczytany 7 razy

Xar

  • Xar.6279
  • *
  • Information
  • Kandydat
  • Lider
  • Wiadomości: 8547
Upadną herosi strojni w pawie pióra. Rozpaczą i magią umarłych zawezwą. Czy wasze działania na niczym znów spełzną? Czy wasza przyjaźń będzie dziś coś warta? Oto jest serca karta.
Zadanie wykonane, Mistrz będzie zadowolony. Infiltracja ich szeregów bezproblemowa. Mieli większe zmartwienia. Szarym asurą nikt się nie przejął. A nie kryli się z niczym. Zebrali się w kanałach, w sercu Lwich Wrót. Odważnie, nierozważnie. Typowa dla nich brawura. Nekromanta miał plan, słuchali go uważnie. Rezurekcja. Tabu przełamane. Konsekwencje nieistotne. Dla przyjaźni wszystko. Kapitan Straży też pomagała, jednak nie jej głos się liczył. Nekromanta, ciekawa postać. Do Gaju ich skierował. Rytuał chciał wykonać. Pierw jednak Lwie Wrota opuścić musieli. Szary asura szedł z nimi. Obserwował, widział jak się wahają, potem rozdzielają przy wyjściu z kanałów... Zatrzymują się, nie mogąc wspólnej drogi znaleźć. Lecz pozbierali się szybko. Niewykryci dotarli do Asurańskich Wrót. Wtem "Straże", ktoś krzyknął. Dwójka została z tyłu, pozostałym czas kupując. Do Gaju dotarli wszyscy.

Na samym spodzie, przy korzeniach Drzewa, wśród licznych tam jezior, zebrali się przy jednym z nich. Nekromanta miał plan, a wspierał go Asura z listu gończego, Bombardierem zwany. Widać zawczasu się przygotowali. Dobrze. Reszta zebrała się wokół nich. Zaprowadzili ich do ukrytej groty. Przy skałach owcę mieli. Część rytuału. Gdy przystąpili doń, szyki im się pomieszały. Zebrani stracili werwę, niektórzy poczuli głód, patrząc na ową owcę, jakby stracili z oczu Zadanie. Jakby nagle zapomnieli, co ich tu przywiodło. Tak jak Mistrz przewidział. Jednak rytuał trwał. Poświęciwszy owcę, Nestrellę przywołać chcieli. Zamiast tego duch zwierzęcia się zjawił, potężnego Łosia. I znowu chcieli go zjeść. I znowu nie słuchali, co Zjawa z Pustki im mówiła. Nekromanta z Asurą, dwaj liderzy jednak porządek zaprowadzili. I słuchali Zjawy. "Ofiara ofierze nie równa", tak im powiedziano. I wtedy się zaczęło. By rytuału dopełnić, na miejsce egzekucji wrócić mieli. I rozważać zaczęli, kogo poświęcić. Zabić, by wskrzesić. Jak w Wiecznej Alchemii, zasada równego targu. Życie za życie.

Szary asura podążył za nimi. Przeistoczył się w formę nijakiego sylvari. I obserwował ich z daleka. Przybyli tłumnie. Lecz podobnie, jak w Gaju, nie stanowili jedności. Gdy rytuał trwał pozostali rozprawiali, kogo poświęcić. Nekromanta ich jednak uciszył i przywołał do porządku. Nie krwi przelanej, lecz krwi oddanej zażądał. Posłuchali. Kilka kropel od każdego podziałały. Co było martwe, ożyło. Jednak nie był to rezultat, jakiego oczekiwali. Bowiem ożywione martwe nadal pozostało. W sercu. Jęk rozpaczy, jęk zawodu. I wątpliwość. Może martwe, martwym pozostać powinno. Wtem Mesmer Rastin, bliski przyjaciel Nestrelli, bardzo jej śmiercią przejęty, do Serca się odwołał. I się udało. Pozostali podchwycili. Magia starsza niż czas, siła większa niż smok, nić powiązań i przynależności, sieć zależności i przyjaźni, więzy lojalności i oddania. Kolory powróciły do Wskrzeszonej i jej rezurekcja zakończyła się w pełni. Nestrella powróciła. Zdezorientowana, bez pamięci o wydarzeniach, zanurzona w objęciach wiwatujących przyjaciół, w pełni żywa. Mistrz będzie... zaskoczony. Może jeszcze nie wszystko dla nich stracone. Leth mori Aiwe, ciekawa zbieranina. Asura-sylvari uśmiechnął się lekko. Przywiązał do strzały zawiniątko i wycelował w grupę. Pocisk ze świstem pomknął w ich kierunku i pacnął w wystającą deskę. A w środku czekało ich kolejne wyzwanie. Oko. Obserwator zniknął, nim się zorientowali.

***
Nestrella trzymała asurę za gardło w stalowym uścisku. Lekkim ruchem, jakby wierzgający nogami malec nic nie ważył przesunęła go za balustradę. Zszokowani towarzysze nie wiedzieli, co mają zrobić widząc całą sytuację.
- Co powiedziałeś, karzełku? - w jej dłoni błysnął nóż.
- Obetnę Ci te cholerne uszy. Nóż zanurzył się w ciało na ćwierć cala. Sylvari uśmiechnęła się złowieszczo naciskając mocniej na nóż. W tej jednak chwili zza ich pleców dobiegł donośny głos:
- Hor'eng di Uguun Na'ar - Oczy sylvari zgasły, a jej ciało potoczyło się bezładnie na ziemię. Wypuszczony z uścisku asura w ostatniej chwili złapał się barierki.
- Co..co to było, do ch...cholery? - wystękał łapiąc oddech, gdy przyjaciele pomagali mu wspiąć się na stały grunt.
- Zostawcie Ją! - krzyknął nadbiegający łowca, widząc, iż zebrani pochylają się nad leżącą towarzyszką. Za nim, obficie krwawiąc z rozciętej dłoni, biegł nekromanta. Łowca przyklęknął przy ciele sylvari. Delikatnie odchylił jej powieki i spojrzał w puste oczy. Na jego twarzy malowało się zdziwienie, choć zdawał się doskonale wiedzieć, na co patrzy.
- Skąd mieliście księgę? - zapytał wściekłym głosem.
- K...Księgę? - wyjąkał nekromanta owijając niezdarnie dłoń bandażem.
- Grimuar Uguun Na'ar... Co wyście najlepszego uczynili? -
- Chcie...chcieliśmy wskrzesić Nes... ale Ona jest jakaś inna... - pięść łowcy wymierzona w jego twarz zwaliła go z nóg.
- Prawdziwa Nes jest uwięziona w swoim własnym domu! Wasz bezmyślny rytuał pozbawił ją części duszy!- łowca aż kipiał gniewem
– Stworzyliście Uguun Na'ar – golema wspomnień. Kto... kto oddał za nią życie? -
- Nikt... Wszyscy oddaliśmy po trochu swojej krwi... Ja przeprowadziłem rytuał. - Devon starał się wstać z podłogi. Drugi cios sięgnął nekromanty, gdy ten gramolił się na równe nogi.
- Idiota. - Wycedził przez zęby łowca. Podniósł ciało sylvari i zaczął się wspinać po schodach.
- Teraz dopiero narobiłeś problemów...-

***
Łowca usiadł na kamieniu. Z ciężkiego plecaka wyjął zwitek szmat i zaczął go delikatnie rozwijać. Wyjął w końcu stary, skórzany dziennik. Postawił obok siebie niewielki kałamarz, zanurzył w nim gęsie pióro i zaczął pisać. Pisał o tym, jak odnaleźli nieprzytomną przyjaciółkę w jej własnym mieszkaniu. Pisał o strażniku, który nie znał swoich mocodawców. Pisał wreszcie o sobie, o swojej roli w tych wydarzeniach. Podniósł głowę znad księgi. Przed nim stała młoda przerażona sylvari. Wpatrywała się w niego pytająco, wycierając raz za razem łzy płynące po jej policzkach.
- Możesz usiąść, dopóki jesteś ze mną nic Ci nie grozi.- uśmiechnął się ciepło. Usiadła obok niego bez słowa i zaczęła obserwować rozchodzących się powoli członków Leth mori Aiwe. Łowca tym czasem wrócił do pisania. Pisał o rytuale rozdzielenia dusz. Pisał o poświęceniu nekromanty i o bólu, jaki stał się jego udziałem. Gdy doszedł jednak do zakończenia rytuału zamyślił się.
- Powiedziała im kim jest... Powiedziała, że jest z ich krwi, jest taka jak oni. Ale oni nie słuchali. Zaślepia ich własna nienawiść i żądza krwi. Głupcy. Chcieli ją zabić. Gdyby nie ja... Gdyby nie Nes... Zabiliby ją! Nowe życie, które sami stworzyli! -
Myśli nie dawały mu spokoju. Spojrzał na dziennik i plamę atramentu spływającą po pożółkłej stronicy na nogawkę jego spodni.
- Noż... - Wyskoczył do góry zrzucając dziennik i starając się zetrzeć atrament jedynie go roztarł po spodniach. Sylvari zaczęła się śmiać cichutko obserwując łowcę. Na chwilę zdawała się zapomnieć o niedawnych wydarzeniach. Spojrzała na swoje dłonie, potem znów na łowcę. Ten zaczął zbierać rozrzucone po trawie stronice. Po chwili usiadł koło niej i zapytał:
- Co teraz zrobisz? -
- Nie wiem. - odpowiedziała.
- Możesz zostać z nami. - uśmiechnął się.
– W sumie Nestrella jest jakby Twoją matką, a Devon ojcem. Ne... Właściwie to jak mamy Cię teraz nazywać?-
- Nazywać? Mnie? -
- No tak, musisz mieć jakieś imię. A Nestrella jest już raczej zajęte. - Uśmiechnął się do niej serdecznie.
- Matka? I ojciec? - zamyśliła się.
– Mówcie... mówcie mi Nessereth. Nessereth Vilth.-


There are no comments for this topic. Do you want to be the first?