Autor Wątek: Sen  (Przeczytany 12 razy)

Grudzień 31, 2019, 08:57:44 pm
Przeczytany 12 razy

Xar

  • Xar.6279
  • *
  • Information
  • Kandydat
  • Lider
  • Wiadomości: 8547
Sen
W kajdany zakuci padną na kolana. Przed nimi jest droga cierniami usłana. Wtedy wasza wola nie będzie nic warta... Oto feniksa karta.
Ciemność... Śmierć... Przekroczyłem ostatnią granicę, stąd nie ma już odwrotu. Czy musiałem to robić? Czy jestem zdrajcą? Szaleńcem? Pokazałem im ich własną niegodziwość, lecz zapomnieli o tej lekcji. Ukazałem im skazę w ich krwi, lecz pozostają ślepi na Jej czyny. Nie mam wyboru... Niech sami zmierzą się z mrokiem własnych dusz. W swoich wspomnieniach skąpią się we własnym żalu... Pchnę ich poza granicę świata... poza pojmowanie... poza własne ograniczenia. Powrócą silniejsi, lub nie powrócą wcale. To już nie zależy ode mnie. Bowiem aby coś mogło się odrodzić, pierwej zginać musi.

***
Ściana deszczu odgradzała szare samotne domiszcze do reszty świata. Wiatr wył w potrzaskanych okiennicach. Delikatne światło księżyca skazane było na porażkę z potężnymi burzowymi chmurami. Okropna noc. Stary charr siedział przy kominku wygrzewając obolałe kości. Po domu krzątał się mały asura, co chwila klnąc pod nosem na burzę i pioruny, które przeszkadzają jego eksperymentom. Ktoś zastukał w drzwi. Spojrzeli po sobie. Nie oczekiwali nikogo, a już na pewno nie w tej piekielnej burzy. Sięgnęli po broń. Asura podszedł do drzwi i uchylił je lekko.
- Kto tam? - zapytał w ciemność, ale odpowiedziała mu tylko cisza. Uchylił drzwi na oścież, lecz ganek był pusty.
- Zaczekaj tu. - rzucił do kompana i wyszedł w mrok. Po chwili zniknął charrowi z oczu. Staruszek wgapiał swój wzrok w ciemność za drzwiami, jednak nie mógł dostrzec towarzysza. Zacisnął pazury na kolbie wysłużonej strzelby i krok za krokiem zaczął przesuwać się w stronę drzwi.
- Amaron! - zakrzyknął – Gdzie polazłeś?! Cholerny knypas... - dodał pod nosem. Charr chwycił palącą się przy wejściu oliwną lampę i wyszedł na zewnątrz. Jego kompan stał oparty o balustradę.
- Amaron, aleś mnie nastraszył. - odetchnął z ulgą – Widzisz tam coś? Amaron? Chwycił asurę za ramię i pociągnął do siebie. Bezwładne ciało asury runęło na ziemię. W jego piersi tkwiła kryształowa strzała.
- Amaron! Kto do... - nie dokończył, gdyż nagłe uderzenie w pierś zabrało mu dech. Gasnącym wzrokiem spojrzał jeszcze na srebrzystą strzałę tkwiącą wystającą z futrzastego torsu. Gdy ostatkiem sił osuwał się na kolana zobaczył idącą ku niemu mroczną postać. Nieznajomy podszedł do konającego charra i położył mu na dłoni jedną kartę – feniksa...

***
- Czy coś zginęło? - Sylvari obserwował trójkę ludzi pakujących zwłoki na drewniany wóz.
- Nie, proszę Pana. - odparł jeden z nich. - Chociaż...
- Tak? -
- Lustro... Na ścianie chyba było lustro. -
- Ślad został. - po tych słowach drugi z ludzi splunął na ziemię.
- Lustro mówicie... Zwierciadło... -

***
Ostatni sen... Ostatni koszmar. Samotna wyspa pośród ruin zniszczonego świata... Zniszczonych marzeń. Chcą jedynie mnie zabić, choć nikomu z nich nic nie zawiniłam. Nawet matka... Ona... sama nie wiem... To już ostatni sen.. Mój sen. Teraz zakończy się wszystko... Duchy członków Leth mori Aiwe kołysały się w błogiej nicości. Nagłe szarpnięcie wyrwało je z letargu i zaczęło ciągnąć w dół. Ale w przeciwieństwie do poprzednich snów ten był niespokojny. Jak morze podczas sztormu rzucał lecącymi duszami w różne strony. Po chwili z mgły wyłonił się straszliwy obraz. Obraz zniszczenia, jakiego nie byli sobie w stanie wyobrazić. Strzępy różnych snów, miejsc, osób... Gdzieś koło nich przeleciał kawałek zamku Divinity's Reach... gdzieś kawałek Bladego Drzewa. Ciała osób im znanych i całkiem obojętnych lewitowały pomiędzy ruinami. A wszystko to skąpane było w bezkresnej lodowej burzy, potężnej i bezlitosnej dla każdego. W końcu ich oczom ukazała się niewielka wyspa pośród nicości. Zroszona w śnieżnej burzy, skulona pod drzewem siedziała Nessereth. Drobne ciało sylvari mocno kontrastowało ze zniszczeniem, jakie spowodowała. To był jej sen, jej koszmar. I każdy z nich zdawał sobie sprawę, co było jego przyczyną... Oni sami. Ich nienawiść do istoty, którą sami powołali do życia, którą najchętniej by zabili dla świętego spokoju. Lecz w tym świecie, we własnej duszy, to ona miała moc tworzenia i niszczenia. Gdy tylko ich stopy sięgnęły ziemi otworzyła swe pałające chłodem oczy. Gotowa była walczyć ze swoimi koszmarami... Z każdym z nich... Walczyła z nimi najgorszą bronią, jaką znała – odbiciem ich samych. A oni podjęli walkę... Walkę bez zwycięzców i przegranych. Bo jakże można wygrać z samym sobą? I tylko Ona nie podjęła walki. Ta, którą sylvari nazywała swoją „matką”. Podeszła tylko i przytuliła Nessereth, pomimo chłodu jaki otaczał ostatnią Uguun Na'ar. Wyszeptała jej coś do ucha, po czym opadła na kolana. Nessereth spojrzała na śnieżną wyspę. Widziała nienawiść... Z obu stron. I wtedy to zrozumiała. Dopóki jedna ze strona nie przerwie łańcucha, to błędne koło nienawiści nigdy się nie skończy. Schyliła się i po raz ostatni przytuliła „matkę”. Gdy sylvari wzniosła do góry swe dłonie, z jej ciała zaczęła unosić się dziwna mgła, a lodowe klony rozpadły się w proch. Wyrwane z dłoni i sakw kryształy zwierciadła wirowały nad jej głową, niczym płatki śniegu na wietrze. Po chwili zawisły bezwładnie w powietrzu. Ciało Nessereth zaczęło zamieniać się powoli w przezroczysty kryształ. W jej piersi coś pulsowało czerwonym światłem. Czy było to jej serce, płonące chęcią życia? Czy może dusza płonąca nienawiścią i miłością? Tego nie zgadnie chyba nikt. Odłamki szkła powoli układały się w zwierciadło, jednak w środku wciąż brakowało jednej części. Brakowało jednego, najważniejszego wspomnienia – wspomnienia wszystkich członków gildii. Każdy z nich miał swoje lęki, swoje pragnienia i żądze. Ale brakowało im jednego – jedności. Ona był tą jednością i zdawała się znać cenę tego, co zamierzała zrobić. Sylvari odwróciła głowę w ich stronę, a jej oczy zdały się mówić „wybaczcie”. Wykonała gest dłonią i pulsujący kryształ wyrwał się z jej ciała tworząc fontannę okruchów szkła. Przez chwilę zawisł w powietrzu, po czym dołączył do pozostałych. Kompletne już zwierciadło rozbłysło jasnym światłem. Jasny promień światła uderzył w miejsce nieopodal zebranych. W świetle zwierciadła zmaterializowały się świetliste wrota. Spojrzeli na Nessereth. Chociaż wciąż stała z wzniesionymi do góry rękoma, w jej ciele nie było już życia. Powoli jej ciało zamieniało się w kryształowy pył unoszony wiatrem. Gdy świetliste wrota otworzyły się nagły podmuch wiatru rozbił resztki ciała sylvari. Błyszczące drobinki kryształu wirowały przez chwilę nad głowami zebranych, po czym uniosły się w niebiosa. Zostali sami. Wrota do świata żywych stały przed nimi otworem. Lecz nie ruszali się. Czy to poczucie winy nie dawało im spokoju? Czy może tylko bali się tego, co będzie za drzwiami? W końcu ktoś ruszył, a za nim poszli inni. Gdy przekroczyli bramę poraziło ich jasne światło. Wrócili do świata żywych w chwili, gdy śmierć miała zajrzeć im w oczy. Kryształowe sztylety, które trzymali w dłoniach, zamieniły się w proch. Niektórzy słyszeli syk puszczanej cięciwy. Nim się jednak odwrócili kryształowe strzały zamieniły się w pył niesiony wiatrem. Wrócili... Przez kilka dni nie mogli spokojnie zasnąć. Coś ciągnęło ich do miejsca na zamrożonym jeziorze... do miejsca, gdzie ocalili swoje życie. Tego pochmurnego dnia zebrali się tutaj razem, choć w zasadzie sami nie wiedzieli po co. Na niewielkim pagórku, gdzieś spod śniegu błyszczał srebrny obiekt. Ktoś podszedł do zwałów śniegu i z trudem odkopał srebrne lustro. Zniszczyć je czy zachować? Sami nie byli pewni, jednak moc lustra budziła i strach i pożądanie. Zostawili je... Po wsze czasy wisieć będzie w siedzibie gildii, jako pamiątka po tej, którą sami stworzyli i która za nich oddała życie. Gdzieś na śnieżnym pagórku wyrasta z ziemi niewielka roślina. Przez nikogo nie niepokojona rośnie sobie pośród mroźnych pustkowi. Jakiś niewielki gryzoń zbliżył się do niej, zachęcony łatwą kolacją. Nim jednak sięgnął zielonych płatków jego ciało stało się srebrnym kryształem. Tak, gdzieś na śnieżnym pagórku wyrasta z ziemi niewielka roślina otoczona kryształowym figurami zwierząt i ludzi...


There are no comments for this topic. Do you want to be the first?