Autor Wątek: Dziennik podróżniczki- czyli co działo się z Deą po opuszczeniu siedziby.  (Przeczytany 1342 razy)

Kwiecień 23, 2012, 01:38:45 pm
Przeczytany 1342 razy

Dea Akasha

  • Gość
Dzień pierwszy, czyli jak Dea wyruszyła w drogę


Było późne popołudnie. Młoda Paladynka zarzuciła na swe ramiona długą, czarną pelerynę z kapturem. Przez ramię przerzuciła średnich rozmiarów tobołek w którym miała kilka przydatnych w podróży przedmiotów, parę ubrań oraz racje żywnościowe. Rozejrzała się dookoła, czy ktoś się przypadkiem nie kręci nieopodal. Korytarze jednak były puste. Wszyscy byli zajęci naprawianiem szkód wyrządzonych przez bractwo Wiedzących. Na samą myśl o nich Elfkę zalała fala złości. Po chwili jednak to uczucie ustąpiło miejsca jeszcze gorszym... Bała się. Tak bardzo się bała o swojego przyjaciela. Przecież już tak dawno Gres nie dawał znaku życia. A świadomość posiadania przez Leth mori Aiwe wrogów wcale nie działał na jej wyobraźnię uspokajająco. Elfka pewnym krokiem zaczęła maszerować na północ. Gdy oddaliła się od siedziby na dość sporą odległość, poczuła, że jej płaszcz o coś się zaczepił. Odwróciła się by go odczepić i nagle skamieniała. Do jej płaszcza przyczepiony zębami był mały Wind Rider, którego dostała od jednego z klanowiczy. Był cały brudny i wychudzony. Rzeczywiście Dea nie widziała go od momentu w którym kazała mu czekać pod drzewem. Natychmiast wzięła malca na ręce i przytuliła. Ten suchym językiem polizał ją po policzku. Paladynce napłynęły do oczu łzy i wyszeptała do stworzenia:
- Przepraszam... - po czym otworzyła tobołek i wyciągnęła z niego bukłak z wodą. Nalała jej odrobinę na swoją dłoń i podała maluchowi. Ten z wielkim zapałem zaczął ją pić. Był tak spragniony, że dziewczyna musiała ją ciągle dolewać. Elfka żałowała, że nie zabrała z sobą ani odrobiny mleka. Miała jednak suszone mięso i trochę chleba. Podeszła do pobliskiej skały w której było małe wgłębienie. Podrobiła mięso na malutkie kawałeczki i włożyła do wgłębienia. Zalała je wodą i czekając aż stanie się miękkie urwała odrobinę chleba, oddzieliła ją od twardej skórki i zanurzyła w wodzie. Po chwili przypominał już papkę, a nie normalne pieczywo. Przysunęła to do ust malca, który rzucił się na pokarm i o mały włos nie udławił się nim. Jedząc krzywił się niemiłosiernie. Widać było, że to nie stanie się jego przysmakiem, jednak teraz był tak głodny, że nie robiło mu zbyt wielkiej różnicy co ma w pyszczku. Po kilkunastu minutach czekania, mięso było już wystarczająco miękkie dla malca. Ten powoli zbliżył się do tego co Dea mu oferowała. Powąchał, trącił łapką po czym niepewnie zaczął jeść.  Po chwili najedzony i zadowolony zwinął się w kłębek i zasnął na jej kolanach. Elfka ostrożnie wstała i zaczęła iść przed siebie niosąc śpiącego malca na rękach.
- To będzie ciekawa wyprawa - pomyślała, po czym delikatnie się uśmiechnęła i skierowała swoje kroki do Undercity. Musiała zmienić swoje plany ze względu na niespodziewanego kompana. Przecież nie może go tak całą drogę nosić...
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 23, 2012, 01:49:41 pm wysłana przez Dea Akasha »

Maj 16, 2012, 11:42:35 am
Odpowiedź #1

Dea Akasha

  • Gość
Dzień drugi, czyli uważaj kto Ci się kłania

Dea zmuszona była zmienić pierwotne plany z powodu małego Winda, któremu najwidoczniej obrót spraw pasował. W końcu najedzony, nie musiał się martwić o przeżycie. Niemalże cały czas spał niesiony przez młodą Elfkę. Od czasu do czasu tylko wiercił się niespokojnie i wtedy dziewczyna puszczała go by mógł rozprostować łapy. W końcu po mozolnej wędrówce stanęła na jednym ze wzgórz i delikatnie się uśmiechnęła. W oddali dostrzegła stare, lecz ciągle potężne mury Undercity. Nigdy wcześniej tu nie była. Wolała miasto Elfów, w końcu w nim się wychowała. Poza tym jakoś niespecjalnie lubiła towarzystwo nieumarłych. No może poza paroma wyjątkami... Teraz jednak była zmuszona się tu udać. zbiegła ze wzgórza, a mały Wind zleciał za nią. Latanie wychodziło mu już znacznie lepiej niż za pierwszym razem w karczmie. Elfka uśmiechnęła się na wspomnienie stworzenia uczepionego twarzy Xara. Po chwili jednak złapała swojego pupila na ręce i przekroczyła bramę miasta uważnie obserwowana przez strażników. Rozglądała się zaciekawiona nowym miejscem. Czuła zapach rozkładających się ciał i... pleśni? Nie była pewna. Chciała jak najszybciej załatwić to po co tu przyszła i wyruszy w dalszą wędrówkę. Powoli skierowała się w stronę windy, która miała zawieźć ją w głąb ziemi, gdzie znajdowało się centrum… życia miasta?  Stanęła obok dziwnego zakapturzonego mężczyzny. Zmarszczyła nieco swój piegowaty nos, ponieważ nie pachniał on najlepiej. Postanowiła jednak zachować te uwagi dla siebie. Małemu Windowi również nie przypadł on do gustu i maluch przez cały czas warczał na niego i próbował pacnąć go swoja włochatą łapką. W końcu mu się to udało i na jego pazurku został mały strzęp materiału. Dea natychmiast przeprosiła mężczyznę i upomniała swojego pupila. Ten tylko spojrzał na nią swoimi pustymi oczyma i skierował w jej stronę swój bezzębny uśmiech. Gdy wyszli z windy ten ukłonił się do młodej Elfki i natychmiast zniknął w tłumie. Strażnicy dokładnie się wszystkiemu przyglądali. Nieco speszona tą ciągłą kontrolą zaczęła szukać tego po co tutaj przyszła. W końcu znalazła. Podeszła do starszej kobiety i powiedziała:
- Przepraszam, szukam kowala… - po czym uśmiechnęła się przyjaźnie, chociaż nie należało to do najprostszej czynności, gdyż nie mogła oderwać wzroku od dziurawego policzka kobiety i odchodzącej z całej twarzy skóry. Kobieta wskazała dłonią stojącego niedaleko rzemieślnika i uśmiechnęła się, a z jej niepełnego policzka wytrysnęła wprost na twarz Dei dziwna substancja. Dziewczyna ledwie zachowała zimną krew i odwróciła się powoli i otarła usta, brodę i nos. Westchnęła i podeszła do wskazanego kowala.
- Pan jest kowalem? – zapytała mając nadzieję, że tym razem nie przydarzy się jej nic podobnego do sytuacji sprzed chwili.
- Tak, to ja. W czym mogę panience pomóc? – Jej oczom ukazał się całkiem przystojny i hmmm… W dobrym stanie? Mężczyzna. Odetchnęła z ulgą i powiedziała:
- Chciałabym wygrawerować na broszce tego malca pewien napis. Na wypadek, gdyby znów mi gdzieś przepadł.
- Jasne! Nie ma problemu! Proszę – uśmiechnął się i zniknął z broszką gdzieś w swojej pracowni. Po chwili nieco zawstydzony wrócił i rzekł – A jaki ma to być napis? – Elfka zaśmiała się cicho i podała mu treść grawerunku:
- Leth mori Aiwe.
Nieumarły szeroko otworzył usta i już bez słowa zniknął w pracowni. Elfka krzyknęła za nim, że wróci tu później, bo musi coś jeszcze załatwić. Nie namyślając się długo zaczęła spacerować między najróżniejszymi rzemieślnikami i kupcami. Udało jej się zdobyć dwa średnich rozmiarów kosze, które mogła przymocować do jakiegoś wierzchowca. Dokupiła jeszcze więcej jedzenia, mleko i butelkę dla Winda, dwa ciepłe koce, kilka krzemieni,  mały srebrny sztylet, małą miskę oraz skórzaną piłkę dla pupila. Teraz cała załadowana pakunkami rozglądała się za rzeczą najistotniejszą- odpowiednim rumakiem. Długo nie mogła nic znaleźć dlatego podeszła do jednego ze strażników. Nieśmiało zapytała gdzie można tutaj kupić jakiegoś konia. Ten zaczął udzielać jej dokładnych wskazówek, gdy nagle rozległ się tuż obok nich dziki wrzask:
- POMOCY! RATUNKU! Złodziej! – obok Elfki i strażnika przebiegła zakapturzona postać w której Paladynka rozpoznała człowieka z windy. Chciała go złapać i rzuciła się w pogoń za nim, lecz po chwili poczuła jak spada na nią coś wielkiego i ciężkiego, a ona sama odpłynęła na jakiś czas…

- To na pewno jego wspólniczka! Na łapie jej zwierzaka odkryliśmy fragmenty płaszcza tego typa, który okradł nasz bank. Poza tym strażnicy pamiętają, że przyszli razem, a gdy tylko bankier zaczął alarmować o włamaniu, ona zaczęła uciekać. Posiedzi sobie w więzieniu przez jakiś czas, aż jeden z Paladynów raczy się tutaj pojawić, by zbadać tę sprawę. Wrzućcie ją do jednej z cel wraz ze wszystkimi jej rzeczami. Sprawdziliśmy je i nie są kradzione. Dodatkowo kowal twierdzi, że złożyła u niego zamówienie na dosyć specyficzny grawerunek… Sam spójrz – strażnik pokazał swojemu kompanowi srebrną broszkę z wygrawerowanym ozdobnymi literami napisem „Leth mori Aiwe” – Może zrobiła to by nas zmylić, lub nadać złą sławę temu zacnemu bractwu? Sam nie wiem…

Maj 16, 2012, 03:39:44 pm
Odpowiedź #2

Dea Akasha

  • Gość
Dzień trzeci, czyli cóż za zbieg okoliczności

Dea obudziła się ponieważ coś chodziło jej po twarzy i strasznie ją łaskotało. Powoli otworzyła oczy i na czubku swojego nosa zobaczyła wielkiego karalucha. Wrzasnęła głośno i już po chwili karaluch leżał rozdeptany na podłodze. Paladynka rozejrzała się dookoła starając ocenić sytuację. Wszystko wskazywało na to, że znajduje się w jakichś lochach. Ale dlaczego? Powoli wracała jej świadomość tego co działo się dzień wcześniej. Przecież nic takiego nie zrobiła... Chciała tylko pomóc... Nagle poczuła coś włochatego ocierającego się o jej nogę. Uśmiechnęła się i schyliła by pogłaskać swojego pupila. Nagle spojrzała na pobliskie tobołki i śpiącego tam Winda... Natychmiast cofnęła się z miejsca w którym przed sekundą stała. Leżał tak wielki, zdechły szczur... Elfka z obrzydzeniem spojrzała na martwe zwierze i podeszła do wielkich drewnianych drzwi dodatkowo zabezpieczonymi żeliwnymi okuciami. Z całej siły walnęła w nie pięścią i krzyknęła. Po chwili pojawił się sporych rozmiarów strażnik. Dea z lekką irytacją w głosie rzekła:
- Czy ktoś może mi wyjaśnić co ja tutaj robię? - po czym odsunęła się nieco od okienka w drzwiach z powodu bardzo mocno wyczuwalnego odoru alkoholu wydobywającego się z ust strażnika. Ten zaśmiał się chrapliwie i odpowiedział:
- Pani złodziejka nie pamięta jak wczoraj zagadywała strażnika, by kolega mógł okraść nasz bank?
- Jaka złodziejka?! Pytałam gdzie mogę kupić konie! A gdy tamten zaczął uciekać chciałam go złapać, a potem... A potem nie pamiętam co się stało. I obudziłam się w tym przeklętym lochu więc może w końcu się dowiem co takiego się stało? - widać było, że swoimi władczym tonem głosu zmieszała odrobinę rosłego mężczyznę. Jednak ten po chwili pewnym tonem odparł, że nie będzie rozmawiał z więźniem i panienka musi poczekać na Paladyna, który ma zająć się jej sprawą. Dea zrezygnowana okryła się kupionym wcześniej kocem i zamknęła oczy...

Nie wiedziała ile czasu upłynęło, lecz usłyszała znajomy głos.
- Cyssa! - wykrzyknęła uradowana.
- Dea Akasha? - usłyszała niepewny głos kobiety - To naprawdę Ty? W coś Ty się wpakowała?! - wraz z tym pytaniem otwarły się ciężkie drzwi i dwie przyjaciółki (o ile tak można nazwać nauczycielkę i uczennicę) rzuciły się sobie w ramiona.
- Co się stało, że tutaj trafiłaś? - zapytała zaniepokojona Cyssa. Już po chwili wysłuchała całej historii młodej Elfki o poszukiwaniach przyjaciela, napadach na bractwo, o małym Wind Riderze, i o dziwnym mężczyźnie z którym jechała windą, a który jak się okazało okradł bank w Undercity i o tym jak coś wielkiego (zapewne jeden ze strażników) powaliło ją na ziemię gdy chciała łotra złapać. Cyssa Dawnrose pokiwała w zadumie głową i spojrzała na młodą Elfkę. Uśmiechnęła się ze smutkiem i pogładziła Deę po policzku.
- Wiem jak wiele przeżyłaś moja droga. Wiem również jak ważny jest dla Ciebie Gres, dlatego oczywiście jesteś wolna. Co do wierzchowca to najbliższe są w Brill. Ale wiesz co? Mam dla Ciebie propozycję. Ostatnio sprawiłam sobie nowego konia. Ten jednak jest strasznie nieposłuszny, zrzuca każdego kto tylko na niego wsiądzie... Wiem, że zawsze miałaś podejście do zwierząt, więc jeśli uda Ci się go okiełznać to będzie Twój... Co Ty na to?
- Jasne! Chodźmy! Mam już dosyć tych przeklętych lochów! - obie opuściły podziemia Undercity i wyszły przed bramy miasta...

Dzień nie należał do najładniejszych, ale przynajmniej nie padało. Jednak nad ich głowami złowieszczo przemieszczały się ciemne chmury. Deszcz mógł być tylko kwestią czasu. Dwie młode kobiety szły w ciszy ciesząc się swoją obecnością. Nagle ciszę przerwała Cyssa:
- Brakowało mi Ciebie, wiesz? Byłaś w naszym zakonie kimś wyjątkowym. Nigdy twardo nie trzymałaś się reguł. Nieraz wpakowałaś nas tym samym w niezłe tarapaty... Gdy odeszłaś z Gresem by dołączyć do Leth mori Aiwe, miałam Ci to za złe. Jednak teraz wiem, że dobrze wybrałaś. Ale nie ważne... Proszę bardzo, oto ta bestia - powiedziała wskazując na piękne, duże i czarne zwierze. - Nazywa się Sabar.
- Jest przepiękny! - Dea wyrażając swój zachwyt zwierzęciem podeszła do niego. Koń spojrzał na nią podejrzliwym wzrokiem, lecz już po chwili pozwolił się jej do sobie zbliżyć.
- Niesamowite... - wyszeptała Cyssa i zafascynowana spoglądała jak zwierze z dzikiego i nieokiełznanego ogiera staje się spokojnym koniem... Dea uśmiechnęła się leciutko i usiadła na jego grzbiet. Koń powoli ruszył i przeszedł kawałek ze swoim nowym jeźdźcem... Nagle stanął dęba zrzucając biedną Elfkę na ziemię i zaczął rżeć, a dźwięki te przypominały złośliwy śmiech. Dea jednak nie przejęła się tym incydentem i również zaczęła się śmiać, ciągle siedząc na ziemi. Koń po chwili spojrzał na Elfkę i widząc jej reakcję uspokoił się i podszedł do niej. Pozwolił by Dea chwyciła jego grzywę i pomógł jej wstać.
- Jest Twój - powiedziała Cyssa i podała swojej przyjaciółce jej rzeczy ułożone w dwóch podróżnych koszach. W jednym z nich siedział mały Wind Rider Cub, na którego szyi połyskiwała srebrna broszka z wygrawerowanym napisem "Leth mori Aiwe". Paladynka podeszła do swojej najdroższej nauczycielki i mocno ją przytuliła. Ta nie chcąc uronić łzy przy pożegnaniu szepnęła tylko:
- Idz do pobliskich wież... Stamtąd polecisz podniebnym okrętem do Orgrimmar gdzie najszybciej dowiesz się gdzie znajduje się Twój przyjaciel... - wypowiedziała te słowa i natychmiast odeszła. Dea spoglądała za nią tak długo, aż zniknęła jej z oczu. Podeszła do konia i poklepała go po łbie.
- No Sabar... Czas wyruszać w drogę...

Maj 16, 2012, 05:58:10 pm
Odpowiedź #3

Dea Akasha

  • Gość
Dzień trzeci (część druga) czyli start latającego statku

Dea wraz z małym Windem podróżowała teraz na swym nowym rumaku Sabarze. Czarny ogier kroczył dumnie wyprostowany, budząc podziw mieszkańców okolic Undercity. Paladynka postanowiła usłuchać rady jego poprzedniej właścicielki, swojej dobrej przyjaciółki i dawnej nauczycielki Cyssy i skierowała swoje kroki do miasta Orgrimmar... A raczej do wieży z której miał odlecieć statek do Durotaru. Paladynka miała lekkie obawy, ponieważ nigdy wcześniej nie była w stolicy Orków i Trolli. To chyba nie było zbyt bezpieczne miejsce dla młodej Elfki. Jednak pragnienie odszukania Gresa było w niej zbyt silne. Z myślą o ukochanym przyjacielu skierowała konia do odpowiedniego budynku i zapytała stojącego przy wejściu goblina czy dobrze trafiła.
- Taaaak! To ten pierwszy balkon. Tam zaczekaj na jeden ze statków. Pośpiesz się bo gdy przyleci, nie będzie czekał na spóźnialskich! - mówiąc te słowa wymownie spojrzał na sakiewkę Elfki zawieszoną u jej pasa. Sugerował jej, że za tak istotną odpowiedź powinna ofiarować mu jakiś "skromny" datek. Elfka znając naturę goblinów wyjęła z mieszka złotą monetę i rzuciła mu. Ten w mgnieniu oka pochwycił ją i wsadził między swoje zęby chcąc sprawdzić czy jest prawdziwa. Gdy przekonał się, że dziewczyna nie chce go oszukać odsunął się robiąc jej miejsce i mówiąc:
- Takie interesy to ja lubię robić. Zapraszam panienkę! - a Elfka nie namyślając się już ani chwili zeszła z konia i powoli prowadziła go po, zdawać by się mogło, niekończących się schodach. W końcu dotarła do pierwszego balkonu o którym mówił goblin. Weszła na niego po szerokich deskach, uważając by ani jej noga, ani kopyto jej konia nie dostało się w szczeliny pomiędzy nimi. Do stojących nieopodal goblinów rzuciła tylko jedno jedyne słowo:
- Durotar? - a Ci pokiwali głowami, nieco zawiedzeni, że dziewczyna nie chciała od nich wyciągnąć nieco więcej informacji, za które oczywiście musiałaby zapłacić. Prócz niej na statek czekało jeszcze kilka osób. Dwójka nieumarłych mężczyzn, całkiem przystojny Elf, Para Taurenów oraz bardzo wesoły Troll, który wydawał się być odrobinę pokręcony. Po chwili dołączyły do nich dwie Orczynki. *No, no...* pomyślała Dea *To będzie ciekawa podróż*.
W końcu oczom wszystkich ukazał się olbrzymi statek, unoszony przez wielki balon. Mozolnie płynął w powietrzu, aż w końcu zatrzymał się przy pomoście tak, by wszyscy mogli na niego wejść. Paladynka poczekała, aż wszyscy wejdą na pokład i na końcu wprowadziła tam Sabara. Jeden z goblinów pracujących na statku zaprowadził go do pomieszczenia przystosowanego do przewozu takich zwierząt. Każdy z podróżujących został przydzielony do odpowiedniej kajuty. Para Taurenów dostała osobny 'pokój' dla par. Dwaj nieumarli mieli dzielić kajutę z dwiema Orczynkami, które niemalże nieustannie śmiały się i żartowały, a Dea została przydzielona do kajuty wraz z równie wesolutkim jak Orczynki Trollem oraz Elfem. Nie do końca rozumiała jakimi prawami kierowały się gobliny przy rozdzielaniu noclegów i dlaczego nie miała zamieszkać z kobietami, ale niech im już będzie... Dziewczyna uśmiechnęła się do współtowarzyszy i zajęła jedno z łóżek. Położyła się na nim, a chwilę później mały Wind wdrapał się na posłanie i zajął miejsce na jej brzuchu. Po chwili Elfka usłyszała bardzo miły głos, który jak się okazało należał do Elfa:
- Cóż. Nasz Troll chyba zawieruszy się na jakiś czas z tymi dwiema wesołymi pannami - powiedział spoglądając jak w trójkę znikają w jednym z korytarzy - Tak więc wspólnie spędzimy tu trochę czasu. Nazywam się Vardian, a godność panienki?
Dea spojrzała na niego z sympatią. Wydawał się być naprawdę miły i sympatyczny. Uśmiechnęła się, a na jej piegowatych policzkach pojawiły się małe dołeczki.
- Dea Akasha, ale mów mi po prostu Dea. - W tej chwili statek ruszył. Wszyscy zostali uwięzieni w tej latającej maszynie, skazani na siebie przez kilka dni...

Maj 19, 2012, 11:49:19 am
Odpowiedź #4

Dea Akasha

  • Gość
Dzień czwarty, piąty, szósty... czyli długa podróż w nieznane

Dea dzieliła kajutę wraz z niezwykle przystojnym i sympatycznym Elfem Vardianem, oraz wesolutkim Trollem, którego imienia jeszcze nie zdążyła poznać, ponieważ niemal cały czas spędzał z dwiema młodymi Orczynkami chowając się w zakamarkach podniebnego okrętu, którym wszyscy zmierzali na drugi kontynent. Jako, że Paladynka lubiła towarzystwo szybko zaprzyjaźniła się z młodym mężczyzną tej samej rasy, co ona. Spędzali długie godziny na zabawie z małym Windem, który nadal pozostawał bez imienia. Jednak nie wyglądało na to by się specjalnie tym przejmował, podczas gdy dziennie był przez swoją panią i jej miłego kolegę rozpieszczany. On również nie chciał pozostawać jej dłużny, dlatego wieczorami, gdy dziewczynie zdarzało się uronić łzę tęsknoty za bractwem, które uważała za swój dom, on gramolił się do niej przez całe łóżko, kładł się obok i ochoczo lizał ją po policzku mimo słonego posmaku. Tak... Tęsknota za tymi, których kochała męczyła ją bardzo. Wyruszyłaby odnaleźć Gresa, za którym tęskniła najbardziej... Jednak nie zdawała sobie sprawy, że gdy opuści mury siedziby pozostanie całkiem sama. A teraz znajdowała się w latającej pułapce uniemożliwiającej jej powrót... Nie było wyjścia! Musiała przeć do przodu! Jedna jedyna myśl ją pocieszała. Że gdy wróci, będzie mogła rzucić się w ramiona Sweexa i opowiedzieć mu o wszystkich jej tęsknotach, uczuciach... I zapewne przygodach! Gdy nocami wychodziła zaczerpnąć powietrza spoglądała w księżyc i myślała o tym, że jej ukochany robi to samo. Gdyby tylko wiedziała, co w tym czasie robi jej "wierny" i kochany Sweex...

Dea co jakiś czas odwiedzała Sabara. Ogier mimo upływu czasu nie przestawał jej robić drobnych żartów, lecz dziewczyna za każdym razem śmiała się z tego i nagradzała wierzchowca różnymi smakołykami. Ceniła sobie ten jego charakterek. Pewnego razu niosąc dla niego dorodną marchew podkradzioną kuchcikowi, gdy niósł do kuchni potrzebne składniki do gulaszu, Elfka była bardzo zamyślona. Nie odpowiedziała nawet na pozdrowienie mijających ją w korytarzu Nieumarłych. Myślami była bardzo daleko w zupełnie innych rejonach świata. Rzeczywistość była mniej interesująca. Tak więc nic dziwnego, że wchodząc do "stajni" nie zwróciła w pierwszej chwili uwagi na dziwne ruchy w stogu siana. Podeszła do Sabara i dała mu przyniesione warzywo, które ten z wielką ochotą zaczął chrupać. Ciągle jednak patrzył w tym samym kierunku, co nie uszło jej uwadze. Skierowała wzrok w tamtą stronę i nagle... Jej policzki zapłonęły rumieńcem. Jej oczom ukazały się dwie niemalże całkowicie rozebrane Orczynki i Troll również niewyglądający na osobę, której mogłoby być zimno... Cała trójka spojrzała z uwagą na młodziutką Paladynkę i zachęcająco się uśmiechała. Dziewczyna jednak spanikowana zaczęła trochę nieskładnie przepraszać, po czym idąc tyłem i nie spuszczając z rozbrykanych istot wzroku po omacku znalazła klamkę i nacisnęła ją. Drzwi się otworzyły, a ona z hukiem wyleciała i upadła na schodach. Towarzystwo rozbawione jej niezwykle interesującym wyjściem wybuchnęło śmiechem, lecz już po chwili znów powrócili do przerwanych pieszczot. Po prostu zajęli się sobą. Dea zamknęła za sobą drzwi i nieco oszołomiona poszła do swojej kajuty. W podbrzuszu czuła przyjemne ciepło...

Mijały dni. Podróżni statku, co raz lepiej się poznawali. W pewien sposób zbliżyli się do siebie. Czas upływał na wesołych rozmowach prowadzonych przy stole, przepysznych posiłkach przygotowanych przez wysokiego jak na swoją rasę goblina, tajemniczych opowieściach wieczorami, pod gołym niebem, gdy wiatr mierzwił ich spragnione przygód włosy, na bardzo intymnych igraszkach lub całkowicie niewinnych zabawach z małym Windem, który stał się pupilem wszystkich. Ich podróż powoli zbliżała się ku końcowi.

Maj 19, 2012, 11:59:18 am
Odpowiedź #5

Dea Akasha

  • Gość
Dzień ósmy, czyli grzechu warte

- Dea! Gdzie jesteś?! Chodź szybko! - Vardian krzyczał od samego rana nie mogąc znaleźć Paladynki. W końcu wpadł na nią, gdy brała prysznic. Niewiele myśląc wszedł do łazienki i odwrócił się w stronę prowizorycznego, ale spełniającego świetnie swą rolę prysznica. Chwilę później stał z szeroko otwartymi ustami i wpatrywał się w jej mlecznobiałą cerę, w tatuaż na udzie, na spływające po jej nagim ciele kropelki wody i dłonie wplecione we włosy, starające się pozbyć z nich reszty piany. Dziewczyna nie zorientowała się, że ktoś wszedł do łaźni. Odgłos otwieranych drzwi zagłuszyła jej woda, w dodatku ona sama cichutko sobie nuciła. Vardian jęknął cicho starając się nad sobą zapanować. Dea od samego początku bardzo mu się podobała, ale to, co teraz zobaczył przeszło jego najśmielsze oczekiwania. W jego wnętrzu toczyła się zajadła walka. Powinien wyjść... Powinien... Jednak tak bardzo chciałby wziąć ją w ramiona, zmyć z jej ciała resztę piany, dotykać jej delikatnej skóry... Nie mógł wytrzymać. Wyszedł...

Dea wyszła spod prysznica zadowolona. Sięgnęła po ręcznik i powoli zaczęła wycierać swoje ciało. Gdy skończyła, podeszła do krzesła, na którym wcześniej ułożyła jedną ze swoich sukni. Pierwszy raz odkąd wyruszyła w podróż miała zamiar założyć suknię. Przecież są na okręcie, więc chyba może sobie pozwolić na odrobinę elegancji? Postawiła na długą, ale wyjątkowo zwiewną i wygodną kreację w kolorze czerwonym. Miła odskocznia od dotychczasowych szarości, czerni i brązów... Dziewczyna po nałożeniu sukni wyprostowała się i powoli przeciągnęła. Zastanawiała się czy spiąć włosy, czy może raczej pozwolić by delikatnie opadały na odsłonięte ramiona. W ostatnim czasie włosy ściemniały jej bardzo. Już nie mieniły się rudym blaskiem. Były ciemnobrązowe, miejscami czarne... Jednak ani trochę jej to nie przeszkadzało. Stanowiły świetny kontrast z jej bladą cerą, która dodatkowo podkreślona w tej chwili czerwienią jej ubrania dawała niesamowity efekt! Elfka uśmiechnęła się do siebie w małym, pękniętym lustrze, wiszącym na ścianie i postanowiła wyjść.

- Och! - Krzyknęła Dea, gdy zaraz po wyjściu na korytarz wpadła na Vardiana. Ten nie mógł się pozbierać po tym, co zobaczył w łazience, lecz widok Paladynki w niezwykle delikatnej i zwiewnej sukni zrobił na nim piorunujące wrażenie. Zaczął się nieskładnie jąkać. Elfka uniosła jedną brew i rozbawiona obserwowała go.
- No co jest? - Zagadnęła wesoło, a jej przyjacielski ton przywrócił mu zdrowy rozsądek i już po chwili zdołał odrobinę ochłonąć. Ciągle nieco się zacinając powiedział:
- Ja... Ty... Ty... Od rana Cię szu... Szu... Szukałem! Musisz coś zo... Zobaczyć! Niech to! Jesteś piękna... - Dokończył już pewniej, wciąż nie mogąc oderwać od niej wzroku. Dea wyglądała na zaskoczoną jego słowami i stanęła niepewnie patrząc mu w oczy. Vardian nie mogąc już się opanować uniósł swoją dłoń i dotknął jej policzka. Delikatnie go pogładził. Pod wpływem tej drobnej, a jednocześnie tak intymnej pieszczoty Dea zadrżała. Już od tak dawna jej ciało było spragnione jakiejkolwiek czułości... A jeszcze ostatnia scena ze stajni... Przymknęła oczy. Jego ręka zsunęła się z jej piegowatego i lekko zarumienionego policzka na szyję, a później po jej obojczyku dotarła do ramienia. Dziewczyna cichutko jęknęła i rozchyliła wargi. Vardian nachylił się by ją pocałować, gdy nagle tę cudowną chwilę przerwał im wrzask kuchcika:
- Łapać tego paskudnego złodziejaszka! - Później wydarzenia następowały po sobie błyskawicznie. W korytarze wleciał mały Wind z wielka rybą w paszczy, zaraz po nim przeciął powietrze stary but, który najwidoczniej miał trafić w stworzenie. To jednak, gdy tylko w jednym zaułków zauważyło swoją panią wraz z drugim przyjaznym Elfem zrobiło szybki nawrót i już po chwili był bezpieczny. Zza rogu wyskoczył kuchcik i na ślepo rzucił w ich stronę tasakiem i gdyby nie szybka reakcja Dei, która natychmiast się schyliła odpychając jednocześnie od siebie przyjaciela, skończyłoby się rozlewem krwi. Gdy okazało się, że głodny Wind ukradł rybę z kuchni stało się jasne, że nie może więcej żywić się wyłącznie mlekiem. Elfy śmiały się wesoło i zapłaciły za ukradziony towar. Dea spojrzała na Vardiana i powiedziała:
- Czas na obiad. Pewnie na nas czekają. Chodźmy. - Lecz jeszcze przez jakiś czas stali w miejscu spoglądając sobie w oczy. Nie musieli nic mówić.
« Ostatnia zmiana: Maj 19, 2012, 12:06:46 pm wysłana przez Dea Akasha »

Maj 19, 2012, 12:05:50 pm
Odpowiedź #6

Dea Akasha

  • Gość
Dzień jedenasty, czyli Wind Rider w swoim żywiole?

Poprzedniego wieczoru, leżąc w łóżku, Dea znalazła chwilę by pomyśleć o tym, co stało się, gdy wyszła spod prysznica. Gdyby nie mały Wind, Vardian z całą pewnością by ją pocałował, a ona by się z tego pocałunku nie wycofała. A przecież miała ukochanego mężczyznę... Czekał na jej powrót w siedzibie, pomagając ją odbudować... Ale z drugiej strony... Sweex tak dawno nie uczynił żadnego naprawdę czułego gestu, a ona była przecież kobietą. Potrzebowała tego. Z takimi myślami zasypiała nasza Elfka... Nic dziwnego, że obudziła się z lekkim bólem głowy. Nie pomogła poranna wizyta wszystkich podróżnych w jej kajucie, przekrzykujących się nawzajem. W końcu przez gromadkę przebił się Vardian z Windem. Stworzenie ściągnęło z niej kołdrę, a Vardian rzekł tylko:
- Chodź szybko! Coś niesamowitego! Musisz to zobaczyć! - Więc Dea nie protestując już, chcąc mieć święty spokój, poprosiła wszystkich by dali jej chwilę na ubranie się. Założyła zielone spodnie i czarną koszulę. Na nogi założyła swoje najwygodniejsze czarne buty i włosy na szybko spięła w bardzo niedbały kok. Ledwie otworzyła drzwi, natychmiast złapano ją za rękę i mimo dramatycznych protestów nie puszczono jej póki nie stanęła na pokładzie. Wtedy jej nastawienie diametralnie się zmieniło. Z szeroko otwartymi ze zdumienia i zachwytu oczami spoglądała w niebo.
- Jej... - Nic więcej nie była w stanie powiedzieć.. Niebo mieniło się odcieniami czerni, granatu, fioletu i szarości. Chmury jak zwariowane wirowały nad ich głowami. Dopiero po chwili poczuła jak silny jest wiatr. Gdyby nie trzymający ją ciągle za rękę Tauren na pewno dawno zdmuchnęłoby ją z okrętu.
- Niesamowite, co? - Odezwał się swoim tajemniczym głosem jeden z nieumarłych. - Mamy ogromne szczęście mogąc oglądać burzę z bliska.
- Taak... - Zaskrzeczał za ich plecami kapitan - Szczęście może nam nie wystarczyć. Dlatego módlcie się do kogokolwiek lub czegokolwiek, w co wierzycie, byśmy zdążyli przelecieć zanim pojawią się błyskawice. Tymczasem zarządzam, by wszyscy w celach bezpieczeństwa pozostali w swoich kajutach, lub w jadalni. Żadne inne pomieszczenia nie wchodzą w grę. - Wymownie spojrzał na Orczynki i Trolla. Ci tylko spuścili teatralnie głowy, po czym wybuchnęli śmiechem. Wszyscy postanowili udać się do jadalni. Wszyscy poza Deą, która chciała się jeszcze umyć. Szybko skoczyła pod prysznic. Gdy wychodziła, ponownie wpadła na Vardiana.
- Mam wrażenie, że mnie śledzisz - zaśmiała się, jednak po chwili ta myśl wydała jej się wielce prawdopodobna. Vardian nieśmiało spojrzał w jej szmaragdowe oczy i powiedział:
- Deo... To, co się stało dwa dni temu... Ja... - Nie mógł dokończyć. Elfka przyłożyła mu palec do ust. Ten delikatnie go pocałował, a Paladynka ponownie poczuła przyjemne ciepło w okolicy podbrzusza.
- Będziemy mieli jeszcze czas na rozmowy, a teraz - zbliżyła swoją twarz do jego twarzy i delikatnie pocałowała go w kącik ust - trzymajmy się zarządzenia kapitana i chodźmy do jadalni.
   
Wszyscy ożywieni niesamowitym zjawiskiem atmosferycznym dyskutowali zawzięcie w jadalni. Dea z Vardianem prowadzili również swoją prywatna rozmowę. Lecz nie potrzebowali do tego słów. Starczyły ich pełne czułości oczy skierowane na siebie. Nagle statkiem wstrząsnęło. Kilka rzeczy pospadało z kredensów, ustawionych dookoła stołu. Nastała cisza. Do pomieszczenia wpadł kapitan i krzyknął:
- Nie unikniemy burzy! Jeśli do tej pory się nie modliliście, to lepiej zacznijcie to robić póki nie jest za późno.

W sercach wszystkich pojawił się strach.

Maj 19, 2012, 02:43:24 pm
Odpowiedź #7

Dea Akasha

  • Gość
Dzień jedenasty, czyli Wind Rider w swoim żywiole? (część II)

Dea spoglądała nieco przestraszona na Vardiana. Mimo wszystko miała nadzieję, że uda im się ominąć burzę. Jak jednak wiadomo nadzieja matką głupich. Wichura wzmogła się jeszcze. Statkiem zarzucało na wszystkie strony i pasażerowie zmuszeni byli rozejść się do swoich kajut. Troll poszedł razem z Orczynkami, tak więc Dea została sama z Vardianem. Siedzieli obok siebie na łóżku Paladynki i w ciszy obserwowali małego Winda, który wariował ze szczęścia. Pogoda bardzo mu się podobała i najchętniej wydostałby się z tego pokoju i dał się nieść kolejnym podmuchom wiatru. Jednak jego pani była stanowcza. Drzwi zostały dokładnie zamknięte i malec nawet na sekundę nie był spuszczany z oka. Nagle rozległ się niezwykle potężny huk tuż obok ich okna, a całe pomieszczenie wypełniło się światłem. Dea wrzasnęła i instynktownie chwyciła Vardiana za rękę. Zaczynała się co raz bardziej bać. O ile w walce z żywymi przeciwnikami była nieustraszona, to gdy w grę wchodziła potęga przyrody, była bezbronna. Jedyne co mogli zrobić to czekać i się modlić… Modlić o bezpieczne dotarcie do celu. Elf widząc przerażenie dziewczyny przytulił ją mocno i szeptał o najcudowniejszych miejscach świata, o bezkresnych zielonych polanach, błękitnych strumieniach mieniących się blaskiem najdroższych kryształów i diamentów, o cudownych stworzeniach zamieszkujących ten wspaniały świat… Dea powoli odsunęła się od niego i spojrzała w jego oczy. Widziała wszystko to o czym mówił. Uspokoiła się i wdzięczna za wszystko o czym jej opowiadał zbliżyła się do jego twarzy i złożyła na jego ustach delikatny pocałunek. Chwilę później jej ręka błądziła w jego włosach, a usta zachłannie przylgnęły do jego ust. Dea na ułamek sekundy otworzyła oczy i zauważyła, że drzwi są otwarte, a małego Winda nigdzie nie było. Zerwała się jak błyskawica i wybiegła z kajuty. Vardian zrobił to samo i już po chwili oboje biegali szukając małego uciekiniera. Niestety nigdzie nie mogli go znaleźć. Wtedy Vardian krzyknął:
- Drzwi na pokład! Są uchylone!
- O nie… - szepnęła Elfka i trupioblada ze strachu ruszyła w stronę wyjścia.

Burza rozszalała się na dobre. Okrętem rzucało we wszystkich kierunkach, a błyskawice cudem omijały latającą maszynę. Dwoje młodych Elfów wyskoczyło w panice na pokład. Szukali czegoś. Stary Goblin, który był na tym statku kapitanem dostrzegł ich jak z trudem utrzymywali się na nogach, lecz mimo tego nie wrócili się. *Co u diabła…* pomyślał i wychylił się nie puszczając drzwi, gdyż podmuchy były tak silne, że z łatwością by go porwały.
- Dzieciaki wracać do kabin! To nie czas na przechadzki po pokładzie!
- Mój Wind gdzieś się zawieruszył! Nagle drzwi się otworzyły i zniknął! Muszę go znaleźć! – krzyczała Dea przez łzy. Vardian poprosił ją by wróciła, a on się jeszcze rozejrzy, jednak ona nie chciała słuchać. Musiała go znaleźć. Nie mogła znowu go stracić! Nagle piorun uderzył w statek, wszystko zatrzęsło się dwadzieścia razy silniej niż wcześniej. Uszkodzony został balon i statek z wielką szybkością zaczął spadać. Dea w ostatniej chwili chwyciła za linę, którą obwiązała się w pasie. Zauważyła, że Vardian nie ma jak się ratować, więc zaryzykowała z nadzieją, że lina jest do czegoś przywiązana. Rzuciła się w jego stronę i udało jej się chwycić jego dłoń. W ostatniej chwili. Statek ciągle spadał, a oni uczepieni liny spadali razem z nim, modląc się by lina wytrzymała. Dea traciła siły starając się nie puścić Elfa. W tej chwili obok niej przeleciała jakaś deska z pokładu i uderzyła Vardiana w głowę, a ten stracił przytomność. To utrudniło Paladynce zadanie, ponieważ mogła polegać już tylko na sobie. A była co raz słabsza i słabsza. Jego dłoń co raz bardziej wyślizgiwała się z jej dłoni. Aż nagle…
- NIEEEE!!! – Jej wrzask dało się słyszeć mimo szalejącej wichury i błyskawic. Puściła go i widziała tylko jego bezwładną sylwetkę oddalającą się od niej i niknącą w otchłani tego piekła. Statek był już co raz bliżej oceanu. Nagle z hukiem uderzył o taflę wody, cudem nie rozbijając się przy tym na drobny mak. Elfka z impetem uderzyła o połamane deski pokładowe i przebiła się przez nie, wpadając do spiżarni wprost na kupę kapusty. Zapanowała cisza, a na niebie znów zawitało słońce.

Czerwiec 22, 2012, 10:10:03 am
Odpowiedź #8

Dea Akasha

  • Gość
NOTKA INFORMACYJNA, WPROWADZENIE W KLIMAT:

Z powodu braku czasu, dziennik chwilowo idzie w odstawkę. Jednak żeby móc z wami pisać w kk chcę przybliżyć odrobinę to, co się stało później. Dea wróciła do siedziby i dowiedziała się o wyprawie do Jaskini Czasu. Postanowiła tam udać się z wami. Dowiedziała się o romansach Sweexa oraz o tym, że wyjechał i niemalże nie ma z nim kontaktu. Jednak w jaskiniach skupiła się na celu ich wyprawy. Do czasu... Xar przez przypadek wspomniał jej ukochanego, a Paladynkę zalała fala wspomnień. Chciała być sama i dlatego oddaliła się od grupy, zapominając o możliwości utraty pamięci. Niestety okazało się to prawdą i wszystkie jej wspomnienia trwale się ulotniły. Na polecenie Xara Marthy zabrał ją do karczmy w Brill gdzie spędzili noc, by następnego dnia udać się do siedziby gdzie Dea zaczyna swoje życie od nowa.